Zapraszam na kolejną część mojego opowiadania.
Syśka :)
Znaleźli się nad rzeką, Rolf był wyraźnie zadowolony z pomysłu dziewczyny. Byli nad jeziorem, plaża świeciła pustkami. Powiew dochodzący z nad wody działał na nich jak kojący dotyk ratujący ich ciała od tego parnego i ciężkiego skwaru.
Luna natychmiast zwaliła z nóg sandały i poszła zamoczyć stopy na brzegu. Po krótkiej chwili i on do niej dołączył, czuli się cudownie w swoje obecności, milczenie wcale nie było krepujące, był to raczej miły rytuał.
- Powiesz mi co się stało, że chciałaś się tak nagle spotkać? – Spytał niespodziewanie.
Luna z początku milczała, lecz po chwili przystanęła i spojrzała mu w oczy, były pełne ciepła i tęsknoty. Przyjrzała się jego twarzy, nic się nie zmienił, był nadal zabójczo przystojny, choć w okolicach oczu pojawiło się kilka zmarszczek.
- Sama nie wiem. – Odpowiedziała. Rolf odszedł od niej kilka kroków i westchnął.
Był prawie pewny, że czytała artykuł o Nevillu, lecz nie chciał pierwszy zacząć tego tematu. Bał się, sam nie był pewny co tak do końca kierowało dziewczyną, że postanowiła, tak nagle się spotkać. Postanowił, więc milczeć i czekać.
.jpg)





